Czego może nauczyć nas koronawirus?

Ok. Mleko się rozlało. Przyszła „zaraza” i zamknęła nam kufry z kosmetykami na dziesięć spustów i odwołała wesela pod groźbą wysokich kar. Nasz sen o zarabianiu na swojej pasji skończył się brutalnie. Niedość, że przychodów brak, to zadatki, które tak bardzo wszyscy „nasi guru” polecali brać, czasem musiały być zwrócone (a podobno leżącego się nie kopie). Aspekt ekonomiczny to oczywiście tylko jedna strona medalu. Inna to po prostu fakt, że niektórzy/niektóre z nas potwornie się nudzą. Ileż razy można przejrzeć szafę? Jak wiele chlebów można upiec? Ile języków obcych można się nauczyć? (ok żart).

W narastającej frustracji zaczynamy zachowywać się więc tak, że gdybyśmy spojrzeli na to z boku, sami byśmy się wkurzali. Udostępniamy memy z rządem, węszymy teorie spiskowe, drwimy z masek, dołączamy się do różnych grup na fejsie. STOP. Kryzys kiedyś minie. Pewnie czeka nas odmieniona rzeczywistość, ale wrócimy do normalnego funkcjonowania. Może za kilka tygodni, miesięcy, a może nawet lat. Najgorsze co możemy zrobić to nie nauczyć się niczego. Nie ważne jak bardzo obecna sytuacja nam dołożyła, po prostu na następny raz trzeba się lepiej na to przygotować.

Anka, ale co to za pesymizm? Przecież drugiego korona wirusa nie będzie!

Lekcja pierwsza – nigdy tego nie wiesz jakie g*wno nam się przytrafi. Może to będzie wirus, a może złamiesz rękę, lub lokal w którym wynajmujesz stanowisko spłonie, zgubisz wszystkie pędzle, spotka nas inflacja stulecia, śluby zostaną zakazane ;)… Kurde nie wiem, ale kryzysy mają to do siebie, że przychodzą zazwyczaj niespodziewanie i dają nam po tyłkach. Pojawiają się cyklicznie. Błędem zatem jest życzeniowe myślenie „wszystko będzie ok”. Jak będzie to będzie, a jak nie będzie to znowu jesteś w czterech literach. Nie bądź następnym razem.

Lekcja druga – nie jesteśmy nikomu niezbędni do życia (mimo, że myślano o nas inaczej). Tak, tak – świat bez wizażystów/stylistów jest mniej kolorowy, smutniejszy, a ludzie trochę mniej odpicowani, ale w top3 potrzeb obok wody, powietrza, chleba nas nie ma. I wyraz temu oczywiście dały działania rządu. Pamiętajmy – to usługa luksusowa (jakkolwiek to brzmi). Ludzie nie są na nas skazani, jak np. na kupowanie żywności. Ludzkość bez nas się obejdzie. To my bez ludzi mamy gorzej.

Lekcja trzecia – pracujemy w systemie naczyń połączonych. Co z tego, że za chwilę przywrócą pracę dla kosmetyki, skoro wesel ni widu ni słychu? Swoją drogą najbardziej śmieszył mnie czas, w którym sanepid wydawał nam jakieś dziwne zalecenia o odległościach podczas pracy w salonie jednocześnie zakazując ludziom wychodzić z domu bez konkretnego powodu jak np. wizyta u lekarza czy wyjście do sklepu :D. Pracujemy dla ludzi, którzy chcą poczuć się dobrze ze sobą idąc na imprezę. Nie ma imprez, nie ma nas.

Lekcja czwarta – ta siódma paleta nudziaków chyba była zbędna… Odczuwacie ten dreszczyk niepewności, czy jak wrócimy do pracy, część rzeczy nie będzie po prostu już przeterminowana? Jaką wartość mają dla nas materiały i narzędzia, które kupowało się w szale   sezonu, gdy nie można ich użyć? Ba, nawet nie można ich sprzedać, bo po na co komu takie bajery w dobie kryzysu, gdzie nie można malować innych, a siebie nie ma po co? Nie mówię tutaj o skąpstwie, ale doskonale wiemy, że to na czym pracujemy nie należy do najtańszych, a my do najoszczędniejszych. Może warto następnym razem kupować naprawdę to, czego potrzebują nasi klienci, a nie my, do nakarmienia naszego zakupoholizmu 🙂 Mam na myśli – idźmy w jakość, nie ilość.

Lekcja piąta – bez tzw. poduszki finansowej ani rusz. Niby wiemy, że zdani sami na siebie. Niby wiemy, sami sobie szefem. Ale kurczę, jakoś te puste jak wydmuszki zdania nic dla nas tak na prawdę nie znaczyły. Jako swój własny prezes wypłacaliśmy sobie sowite premie i pozwalaliśmy na (patrz wyżej) siódmą paletę nudziaków. Ile z nas prowadziło choćby prowizoryczne notatki o swoich zarobkach? Ile z nas przelewało cokolwiek na konta oszczędnościowe? Oh, wait, ilu z nas je miało? Ile z nas pomyślało o uzbieraniu większej kwoty na coś innego niż dobre wakacje all inclusive? Żyliśmy na dobrym poziomie z dnia na dzień. Z dnia na dzień nasz poziom życia spadł na łeb na szyję. Zrobiło się stresująco. Ciężko trzymać samodyscyplinę, ale w tej chwili nie wyobrażam sobie po tym wszystkim tak po ludzku nie zacząć oszczędzać. To nie na moje nerwy.

Lekcja szósta – zadatki nie takie piękne. Nie oszukujmy się, mało tego, że nie oszczędzamy, to wydajemy zadatki. Ups. Mam nadzieję, że większość Waszych klientek po prostu przesunęła śluby i w związku z tym udało Wam się znaleźć dla nich nowy termin i uniknęłyście zwrotu pieniędzy. Jeśli jednak nie, to odczułyście, że to, co zapewniało nam spokojny sen, że klientka zjawi się na makijażu, nagle stało się naszym problemem. Osobiście dzisiaj nie rezygnowałabym z zadatków. „Zamrażałabym” te pieniądze do czasu wykonania usługi. Brzmi nierealnie, ale chyba tak po prostu trzeba będzie robić.

Lekcja siódma – zapisy z rocznym wyprzedzeniem nic nie znaczą w dobie kryzysu poza kłopotami. Znacząca większość z nas rezerwowała terminy na makijaże na cały sezon. Tzn: grudzień 2019 otwieramy zapisy na cały 2020. Dzięki temu mamy rozplanowaną pracę na cały sezon. No i teraz mamy następującą sytuację. Chcąc uniknąć zwrotu zadatku, który już rozpuściłyśmy, proponujemy klientce nowy termin zgodnie z nowym terminem jej imprezy, przeważnie jesienno-zimowy. O-o. Termin jest zajęty przez kogoś, kto zapisany był już wcześniej. I robi się problem. Gdyby jednak otwierać 2-3 progi zapisów w ciągu roku pozwoliłoby to uniknąć takich stresowych sytuacji. Dajmy na to – w grudniu zapisujesz tylko do końca maja. W marcu do końca września, a w lipcu do końca roku. Mniejsze ryzyko, że coś gwałtownie się zmieni i skomplikuje nam życie. Zapisy są bardziej „na bieżąco”. Jeśli jesteś już kilka lat na rynku doskonale wiesz, że monetą przetargową nie jest wczesne zapisywanie klientek, a po prostu jakość Twoich usług. Być może warto rozważyć takie rozwiązanie?

Lekcja ósma – trzeba stać co najmniej na dwóch nogach. Co mam na myśli? Mimo, że nasza praca jest satysfakcjonująca, kreatywna i potrafi wypełnić cały kalendarz (a i nierzadko portfel ;)), to wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią dzisiaj, że jest super niestabilna. Znikąd drugiego zawodu nie weźmiesz – jasne, ale masz realny wpływ na zdobycie nowych kompetencji. Tak na przyszłość. Jeśli jednak masz jakąś opcję do wdrożenia na już lub na za chwilę to… Lucky you. Działaj. Kasa to tylko jeden problem. Dla niektórych malowanie innych jest jak powietrze. Fajnie zatem byłoby móc co robić, by czuć radość i satysfakcję, gdy jakiś Pan Korona Wirus wytrąca nam pędzel z ręki.

Lekcja dziewiąta – zatrudnianie kogoś jednak nie jest takie fajne. Powiem Wam szczerze, że zastanawiałam się około 17 razy, czy zatrudnić asystentkę. Na pół etatu, prawilnie – UoP. Argumentów za i przeciw mniej więcej było tyle samo. Przeważył jednak… strach. To chyba jedyna sytuacja w życiu, gdzie jestem zadowolona, że lęk przed czymś mnie powstrzymał. Nie zazdroszczę teraz tym, którzy muszą ogarnąć temat pracownika. Bo niby co teraz zrobić? Pozbawić kogoś dochodu? Z drugiej strony sami go nie generujecie. Jeśli ktoś był „dogadany” B2B to najprawdopodobniej wygrał, ale podejrzewam, że stresik i tak był.

Lekcja dziesiąta – im mniej kosztów stałych, tym lepiej. Mali i mikroprzedsiębiorcy mają przekichane. Z każdego kąta wyskakują i atakują leasingi na mercedesy, iphony, abonamenty na superszybkie internety z ipadem „gratis” i przekonują, że stać ich na to. Ok, może nie macie takiej gotówki do wydania na raz, ale co miesiąc jakaś część z nawiązką, no problem for you my friend! W ostateczności, jeśli żaden z tych argumentów nie zadziałał, to przecież trzeba robić KOSZTY, prawda? Są super, bo nie trzeba dzięki nim płacić podatku dochodowego! Oh wait. Chyba, że chwilowo nie masz dochodu… I bum. Zostajesz dzisiaj z bądź co bądź ratami, które po prostu musisz spłacać, gdy Twoja firma nie działa. Zamiast Mercka można było wziąć Toyotkę lub Opla, a na iPhone uzbierać i kupić wtedy, kiedy będzie na to hajs? Mamy również kwestię lokalu. Pamiętasz, to poczucie bycia gorszym sortem wizażysty pakując kufer na makijaże dojazdowe? No to właśnie możesz się go pozbyć raz na zawsze i nigdy do tego poczucia nie wracać. Każdy medal ma dwie strony. Ci, którzy cieszyli się komfortem pracy wtedy, kiedy Ciebie bolały plecy przy wnoszeniu kosmetyków na 6 piętro po schodach, dzisiaj płacą „w eter”.

 

Z mojej strony tyle. Nie jest wesoło, to wszyscy wiemy. Ale będzie lepiej. Nie przewalmy tego czasu na lament i memy. Nie mówię, żebyście w kilka tygodni zrobili formę życia lub nauczyli się władać biegle językiem chińskim. Mądre wnioski po prostu wystarczą. A Ty, masz jakieś?

Ściskam,
Wasz Karbowniczek 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: