Odwołałam 100 klientek

Jeśli czytasz ten wpis, być może oznacza to, że jesteś wizażystą. Dobrze zatem wiesz, że w tym zawodzie klientki odwołują swoje wizyty bez pardonu. Ba! Czasem „zapomną” jej odwołać i nawet odebrać telefonu, gdy ty zestresowana zastanawiasz się ile się spóźni. Tak jakby już przywykłaś. Ale co się dzieje, gdy to Ty odwołujesz wizytę? Rzadko to robisz prawda? A może nawet nigdy Ci się nie zdarzyło? A gdybyś z dnia na dzień miała odwołać ich całe mnóstwo?

To był nawet całkiem dobrze zapowiadający się dzień.

Nie padało, a ja się wyspałam. Rutynowa kontrola u ginekologa i… za godzinę byłam już w drodze do szpitala. 28 tydzień, ciąża zagrożona. Na izbie przyjęć okazało się, że w ciagu tej godziny stresu mój stan znacznie się pogorszył. Do teraz mam w uszach zdanie młodej i dosyć wyluzowanej (w przeciwieństwie do mnie) lekarki: „oj kochanie ty u nas długo zabawisz”. Złudzenia o wyjściu do domu po kilku dniach skończyły się chyba tak na serio, kiedy pod łóżko na kołkach podstawili mi basen i przywieźli parawanik. „Pani nie wstaje nawet do wc”. Pomimę Wam rozbudowany opis tego jak bardzo się bałam.

Szybko zajarzyłam, że skoro jest środa, to za 2 dni jest piątek, a po nim sobota. Wraz z nimi makijaże ślubne i okolicznościowe. Stylizacje brwi za kilka godzin. Ze łzami w oczach, kroplówką w żyle, w pozycji leżącej na płasko chwyciłam za telefon i zaczęłam odwoływać i zwracać zadatki. Tak spędziłam kolejne 2 dni. Leżąc na płasko i telefonując z duszą na ramieniu. Generalnie wyglądałam jak pieprzone call center, które bardzo chce pracować mimo choroby. Jeśli w tym momencie chcecie mnie ocenić, że jak to, że zaawansowana ciąża, że po co zapisywać, to przypomnę tylko, że 28 tygodni to nawet nie jest pełne 7 miesięcy, a klientki były zapisane tylko do połowy września (czyli jeszcze miesiąc)i to z tendencją malejącą jeśli chodzi o ich ilość. A i tak uzbierała się ich potężna suma. Pewnie jak stawiacie się w mojej sytuacji to gęsia skórka Was przechodzi, gdy tylko pomyślcie o reakcjach zapisanych klientek, których właśnie pozbawiłyście makijażu w dniu ślubu lub odpicowanych brwi na długo oczekiwany urlop. Mnie też przeszły dreszcze. W sumie jak teraz czytam, to dla osoby będącej poza tym zawodem brzmi to żałośnie i śmiesznie by przejmować się takimi rzeczami w obliczu zagrożenia zdrowia, ale dla każdego usługodawcy to na prawdę istna tragedia, jeśli tylko poważnie traktuje swoją pracę.

Pośród wiadomości zwrotnych, które rzecz jasna nie zawsze otrzymywałam (ja też jak się wkurzam to po prostu robię ostentacyjne „wyświetlono” i pomijam odpowiedź milczeniem) był cały kalejdoskop damskich emocji. Od mega współczucia i słów otuchy i zapewnień „to tylko Makeup”, poprzez dramatyczne prośby o polecenie, aż po soczyste pretensje i wywoływanie we mnie jeszcze większych wyrzutów sumienia. Ale w sumie… nikt nie wystawił jedynki, nie zagroził mi sądem ani pobiciem lub podpaleniem dobytku, a gdzieś z tyłu głowy chyba miałam takie reakcje. Ich po prostu nie było. „No to mam popracowane, jak wrócę to tylko chyba spakować pędzle”. – pomyślałam w takim razie. To normalne, żaden biznes nie znosi próżni, a ludzi niezastąpionych nie ma. Makijaże ślubne wykonał ktoś inny, brwi pań zarastały lub właśnie były farbowane przez innego kogoś, kto znalazł dla nich czas. Gdy na Facebooku widziałam czyjeś recenzje od moich odwołanych klientek w stylu „makijaż cudowny, uratowana w ostatniej chwili, na pewno wrócę” robiło mi się trochę źle. Niby zdawałam sobie sprawę z oczywistych konsekwencji, ale robiło mi się przykro z powodu mojej bezsilności.

Po odwołaniu wszystkich możliwych terminów wyciszyłam powiadomienia z fanpage, instagrama. Telefony odrzucałam. Potrzebowałam spokoju. Social media zupełnie olałam. Instagram i Facebook RIP. Uznałam że to trochę jakoś się nie klei by w sferę życia rozrywkową buciorem wpychać swoje prywatne tragedie. Po kilku dniach odważyłam się zerknąć w skrzynki i smsy. Co ujrzałam? Zamiast gróźb karalnych były słowa otuchy i pytania o mój stan. Były także propozycje odwiedzin. Od kogo? Od klientek właśnie i o ironio głównie od tych ślubnych odwołanych. No dobra, było kilka siarczystych wiadomości z kropkami nienawiści. Ale generalnie treści wiadomości były na prawdę dla mnie… chyba nawet wzruszające. Mijały tygodnie za tygodniami, i po 2 miesiącach i tygodniu wyszłyśmy do domu z córką. Tak, wszystko skończyło się dobrze. Ale nie o tym wpis 😉

Czas podliczyć straty

2,5 miesiąca po porodzie postanowiłam powoli wracać do pracy. Można więc liczyć bilans zysków i strat.

Co straciłam? Największe straty odczułam w zasięgach social mediów. Instagram spadł z liczbą polubień. Zupełnie normalne, ja sama robię od czasu do czasu tzw. czystki i jeśli na jakimś profilu nic się nie dzieje – out. Fanpage też ucichł. Algorytm wyczuł, że zniknęłam 🙂 Stałe klientki? Znaczna większość pań po odczytaniu wiadomości, że pojawię się w pracy od razu napisała, wykonała telefon. Nowe klientki? Otóż, telefon dzwonił ciągle podczas mojej hospitalizacji i po niej. Jak widać, mega warto być dobrze wypozycjonowanym w wyszukiwarkach. Jasne, że dziewczyny nie uderzały drzwiami i oknami gdy tylko pojawiła się wieść o powrocie. Jak już wspomniałam, fanpage trochę umarł. Minęło jednak chwilę czasu i kalendarz zaczął się przyjemnie zapełniać. Wprawa? To jak jazda na rowerze – tego się nie zapomina. Pędzel sam ułożył się w dłoni. Pieniądze? Niezaprzeczalnie. Oprócz odwołanych wizyt, straciłam pieniądze na wynajem lokalu, który stał pusty, a także zadatki, które oczywiście zwróciłam.

Co zyskałam? Powiesz, że pewnie nic nie można zyskać, gdy spotyka cię taka gówniana sytuacja. Trochę się mylisz. Przeczytałam kilka książek, które otworzyły mi oczy na mnóstwo spraw. Jeśli chcecie wiedzieć jakie, dajcie znać w wiadomości prywatnej na instagramie, z chęcią podeślę, może komuś to pomoże na jakimś zakręcie życiowym. Posłuchałam niezliczonych ilości podcastów, dzięki którym SERIO zdobyłam nowe kompetencje. Boże jak one mi robiły dobrze. Podobnie jak z książkami – chcesz to napisz, a podam pozycje. Ponadto jestem bogatsza o wiedzę: Dowiedziałam się, że bez dodatkowego ubezpieczenia ani rusz. Poważnie. Wiem, że brzmi to dosyć okrutnie ale zdecydowanie lżej na duszy mi było, jak pomyślałam, że każdy dzień hospitalizacji był po prostu w jakiś sposób opłacony. Kokosy to nie były, ale wystarczyło, by pokryć zobowiązania wynikłe z niepracowania. Wiem już także, że kobiety dzielą się na te wyrozumiałe i totalnie nie. Że niektórzy ludzie są super lojalni, a inni wbiliby Ci nóż w plecy przy pierwszej lepszej okazji.

Pewna już jestem także, że zawód wizażysty nie jest zawodem na całe życie. Ups. Pasja pasją, ale w zasadzie każda profesja, która polega na twoim ciele jest bardzo niepewna, tak samo jak Twój stan zdrowia. Tak. Kiedyś przestanę to robić.

Jestem bardzo ciekawa, czy ktoś z Was miał podobną sytuację. Czy zniszczyło to Was i Wasze kariery? Czy ktoś zrobił Wam „koło pióra”? A może spłynęło to po Was jak po kaczce?

Buziaki
Wasz Karbowniczek

8 myśli na temat “Odwołałam 100 klientek

Dodaj własny

  1. Aniu, ja co prawda zdazylam powiadomić swoje klientki, ze po woli kończę prace. Strasznie sie bałam, ze nie będę miala do czego wrocic i ze znow po raz 3 bede budowac WSZYSTKOO od nowa … Okazalo sie, ze otaczaja mnie cudowni ludzie! Od kad przestalam pracowac nie ma tygodnia aby ktoras z „klientek” nie przyszla do mnie po prostu na kawke w odwiedziny. Do mojej skrzynki ciągle wplywaja wiadomości z pytaniami kiedy wracam 😍
    Pozdrawiam Was serdecznie!

    Polubienie

  2. Jeju jak bym czytała moją historię. Planowany termin porodu 3 październik 2019. Córka elegancko dała mi pracować ile mogła to mój organizm zawiódł… Planowałam malować tylko do końca sierpnia a w szpitalu wylądowałam 30 lipca. Niby tylko miesiąc a jaki żal. Żal ze nie mogę tam być i pomalować tych moich kochanych klientek. Otrzymalam ogromne wsparcie ale odbudowanie pozycji po roku obcinanego kalendarza(bo przecież w ciąży nie da się pracować non stop po 10,12 h) jest ciężkie. Liczę że z czasem wrócę na swoje tory. Tymczasem zerkam do łóżeczka na moje 4 miesięczne cudo(ur 19.09.19) i wiem, że było warto. Cholernie warto 😊pozdrawiam

    Polubienie

  3. Cztery lata temu: siec sklepow, siec lodziarni, ja maluje bardziej jako mile, dochodowe hobby, na co dzien zyje z innych firm. W trakcie ciazy przeszla rzucawke. W ciagu roku mialy minac choroby wspolwystepujace. Nie minely ani po roku ani po 10. Rozszerzenie diagnozy: ciagle puchne i tyj, a nie jem. Badanie tarczycy, endokrynolog, oddzial. Leze i juz mam nefropatie, nie mam krzywej cukrowej- bede tyc caly czas nie jedzac (dla baby to dramat:, kolejny scheurmann- martiwica kregoslupa, przerost miesnia sercowego, wygaszenie jajniko, POS, nadplytkowosc i latam teraz po lekarzach. Ale ja juz nie mam sily. Juz nie mam sily. Placze kiedy to pisze wpadam w panike i na to ban fima mi pada i chuj bach ciach

    Polubienie

  4. Jestem w podobnej sytuacji. Z tą różnicą, że to nie ciąża a nowotwór i głównie zajmuję się paznokciami i brwiami. Leczę się od września. Do połowy grudnia starałam się między jedną chemią a drugą przyjmować swoje klientki. Obecnie już nie pracuję. Działalność zawieszona, lokal czeka – trzeba opłacać a przychodów brak. Strach niesamowity – po pierwsze czy wyzdrowieję i bedzie mi dane wrócić, po drugie – czy po powrocie zdołam wszystko odbudować. KIientki te które zostały że mną do końca piszą, pytają co u mnie. Pamiętają. Te, którym sytuacja nie odpowiadała odeszły już na samym początku. Ale to zrozumiałe.
    Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać ten wpis. Daje mi trochę spokoju i nadziei, że wszystko się ułoży. Dziękuję…

    Polubienie

  5. Jestem w podobnej sytuacji. Z tą różnicą, że to nie ciąża a nowotwór i głównie zajmuję się paznokciami i brwiami. Leczę się od września. Do połowy grudnia starałam się między jedną chemią a drugą przyjmować swoje klientki. Obecnie już nie pracuję. Działalność zawieszona, lokal czeka – trzeba opłacać a przychodów brak. Strach niesamowity – po pierwsze czy wyzdrowieję i bedzie mi dane wrócić, po drugie – czy po powrocie zdołam wszystko odbudować. KIientki te które zostały że mną do końca piszą, pytają co u mnie. Pamiętają. Te, którym sytuacja nie odpowiadała odeszły już na samym początku. Ale to zrozumiałe.
    Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać ten wpis. Daje mi trochę spokoju i nadziei, że wszystko się ułoży. Dziękuję…

    Polubienie

  6. Znam ból. Klientki umówione na rok w przód, egzaminy w szkole wizażu , plany, teledyski i wszystko, a ja wylądowałam z guzem przysadki w szpitalu, a finalnie w UK… i w taki sposób straciłam firmę i klientki, które do dziś dzielnie mnie wspierają, chociaż malują się już u kogoś innego. Tragedia, która przeżywam po dziś dzień, chociaż minęło już 1,5 roku…

    Polubienie

  7. Najważniejsze że jesteś zdrowa ;), klientkami się nie przejmuj będą nowe, po prostu na niektóre wydarzenia, sytuacje nie mamy wpływu i nie jesteśmy wstanie ich zaplanować ani stosownie się w nich zachować.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: