Równy rok bez dojazdów – jak oceniam?

Cześć! Spojrzałam ostatnio trochę w tył w kalendarz i dostrzegłam jedną rzecz. Niemal dokładnie rok temu (bo w październiku 2017) ostatni raz zabrałam swój kufer i wykonałam tzw. „makijaż z dojazdem do Pani Młodej”. Później dosłownie sprzedałam swój kufer na kółkach 🙂 I chociaż nie było to łatwe do przetrawienia, już nie dojechałam na żadne zlecenie prywatne.*

Tytuł wpisu brzmi w prawdzie jakbym rzuciła jakieś straszne i niszczące uzależnienie, ale czy rzeczywiście jest mi lepiej i co się zmieniło – przeczytasz poniżej.

36531935_2081572935200378_2155019906855206912_o
Podczas pracy u mnie na stanowisku, jeszcze w mieszkaniu. Fotograf – Sławomir Kowalczyk

Zacznę od tego dlaczego zdecydowałam się na koniec dojazdów do Pań Młodych na makijaż. Oto tylko kilka, najważniejszych, ułożonych w kwestii priorytetowej dla mnie powodów:

  1. Niesamowity ból pleców na dojazdach. Mam 174cm wzrostu, długie łapska, kręgosłup po przejściach (lata zawodowego sportu). To wszystko nie sprzyjało malowaniu na niskich krzesłach, dźwiganiu kufra, a tym bardziej wysokiego krzesła. Bywały dni, kiedy wracając z makijaży po prostu leżałam i płakałam. A harda baba ze mnie 😉
  2. Malejąca opłacalność. Prosty rachunek – dojazd pół godziny w jedną, w drugą stronę równa się 60min. Przyjmuję klientki co godzinę właśnie. Dorzućmy do tego pakowanie, rozpakowywanie, i mamy minimum kolejne 30minut. Przy założeniu, że makijaż ślubny kosztuje 150zł, jestem brzydko mówiąc „w plecy” o 215zł. Oczywiście, że dojazd nie był darmowy, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie zapłaci kwoty o 150% większej tylko dlatego, by pokryć mi stracony czas. Im dalej w las, tym klientek zainteresowanych było więcej i coraz bardziej boleśnie odczuwałam domniemaną stratę.
  3. Mój introwertyczny charakter 😉 Chociaż lubię poznawać nowych ludzi i gadam jak najęta czasem i nie mam problemu z wyrażaniem siebie w różny sposób, to pracować lubię w swojej „skorupce” :). Hałas, zamieszanie, pytania, rozmowy u Panien Młodych wprowadzały mnie w stan dekoncentracji i miałam wrażenie, że przez to czasem moja praca musiała być przeze mnie korygowana, bo nie chciałam, by ucierpiała jej jakość.
  4. Chaotyczne kwestie zw. z płatnościami, godzinami, zadatkami, cenami. Przyznam, że nie umiałam już tego ogarnąć. Logistyka. Najgorzej. Prawie żadna PM nie miałaby głowy do tego (tak założyłam), by opłacać zadatki za kilka osób, no i niejednokrotniei zdarzało się, że z 5 osób robiły się 2. Czasem ktoś – przeciwnie -uznawał, że jestem na wyłączność w danym dniu, i siadał mi na krzesło prosząc o makijaż 🙂 Mimo, że nie był umówiony. Skomplikowane obliczenia odnośnie godzin – kiedy i czy zdążę dojechać z miejsca na miejsce dawały mi niemniej w kość. Im więcej osób było w jednym miejscu do pomalowania, tym częściej zdarzały się pytanka o rabaty od „pani kosmetyczki” 🙂
Kasia-przyg
Garbiące się 174cm wzrostu to ja  – ała 🙂 Tutaj to jedyny mankament, bo jak widać światło wyśmienite!

Powiedziałam sobie, że jeśli chcę ze swojej pracy czerpać satysfakcję i fajne pieniądze, robić piękne makijaże, mieć spokojniejszą głowę, to muszę zmienić sposób w jaki to robię.

Kurczę, ale czy jakakolwiek PM będzie chciała dojechać do mnie?

Przecież nie mam studia!

A co, jeśli nie zarobię?

Jak przekazać to klientkom? Jak odpierać ataki na temat braku dojazdów?

Znacie te pytania? 😉 Mną szarpały dosyć długo. Nie wiem czy wy też tak macie, ale ja nieustannie w życiu prowadzę ze sobą negocjacje i kłótnie. Powiedziałam sobie, że skoro ze mnie taka miękka parówa to podejdziemy do sprawy radykalnie, zakładając, że za rok sama sobie za to podziękuję.

Powiedziałam sobie: Drogi Karbowniczku, informuję Cię, że z dniem 1.11.2018:

  • WSZYSTKIE makijaże przyjmowane w zaaranżowanym mini studio w domu.
  • Jedna cena dla wszystkich makijaży okolicznościowych (niezależnie czy są z otoczenia PM).
  • Przyjmuję o PEŁNYCH godzinach, i przeznaczam nie mniej, nie więcej jak 60min/os.
  • Od każdego makijażu pobieram ZADATEK który będzie potwierdzeniem rezerwacji terminu.
  • OD RAZU przy pierwszej konwersacji z zainteresowaną informować o WSZYSTKIM. – koszt, czas trwania usługi, miejsce makijażu, wpłata zadatku.
  • SPRZEDAĆ kufer do mobilnej pracy 🙂 Co by Cię nie kusiło!
  • PYTAĆ WĘSZYĆ za lokalem usługowym (docelowo nie chciałam pracować w domu.)
43562247_1960653877348355_2651825036045844480_n
fot.: PRIMEPHOTO&FLOWMOTION

Realnie założyłam że na miejsce Panien Młodych wskoczy mi więcej makijaży okolicznościowych. Bo takie spoza otoczenia PM zdarzały się zawsze u mnie w domu. Tłumaczyłam sobie, że nawet jeśli zostanę „wystawiona” przez jakąś osobę, to będę sobie siedzieć wygodnie u siebie, a nie w samochodzie. Męża mam najbardziej super na świecie, więc wspierał mnie w tej decyzji i powiedział, że nie przeszkadza mu to, by przyjmować w domu. Ekhm. Mieszkaniu 😉

Pierwsze zaskoczenia po tej decyzji przyszły dosyć szybko. 

Okazało się, że 80% Panien Młodych nie ma problemu z tym, by dojechać do mnie: „W końcu do fryzjera też muszę dojechać.” „Mieszkam niedaleko, co to za problem?” „U mnie w domu będzie zamieszanie, więc super”. No i najważniejsze – „EKSTRA, bo większość dojazdów jest obarczona warunkiem kolejnych 2, 3 osób z otoczenia, a ja mieszkam tu sama”.  :O
Zdziwieniem było dla mnie, że PM po prostu sumarycznie przybyło w stosunku do roku poprzedniego. Myślę, że złożyło się na to kilka kwestii – poczta pantoflowa, wzrost zasięgów, brak konieczności osób dodatkowych.

Ktoś, kto się zdecydował na makijaż u mnie nie miał później pretensji i roszczeń o brak dojazdów. A przynajmniej mi o tym nie powiedział 😉 Starałam się być asertywna i tłumaczyłam to rzeczowo: „Ze względu na zbyt duże zainteresowanie makijażami, wszystkie wykonuję u siebie na specjalnie dostosowanym stanowisku. Oczywiście zapraszam z fotografem, jeśli sobie Pani życzy.” W końcu przestało mi to przychodzić z problemem 🙂

Obecnie (od września) maluję u siebie w studio makijażu wielkości około 23m2. Jest ono częścią innego lokalu usługowego – salonu kosmetycznego, jednak stanowi jego niezależną część, bo znajduje się na przestronnym poddaszu. Dziewczyny w salonie nie mają makijażu, a ja nie świadczę usług kosmetycznych, więc mówiąc wprost nasze biznesy mimochodem się wspierają nawzajem, a nie wchodzą sobie w drogę. Cały budynek ma prywatny parking i zaaranżowaną poczekalnię. Udało mi się uniknąć żmudnych remontów, bo miejsce było właściwie po generalnych porządkach. Jest tu fajna i komfortowa przestrzeń, więc fotograf, który chce przyjść z Panną Młodą nie obija się o ściany 🙂 Pani Młoda czuje się (mam nadzieję!) dobrze, bo staram się tam stworzyć wystrojem, muzyką i zapachem wyjątkową atmosferę, która pozwoli jej się trochę oderwać od zgiełku. Myślę, że o studio zrobię osobny wpis, bo to trochę głębszy temat.

OlaG_przygotowania.jpg
Moja ręka dopiero na tej wysokości potrafi dokładnie i bezboleśnie pracować 😉

 

Podsumowując, POZYTYWY, które zauważyłam równo rok po pracy na własnym stanowisku bez dojazdów:

  • wzrost klientek o około 20% (tyle oszczędziłam na dojazdach, pakowaniu, rozpakowywaniu)
  • zniwelowanie bólu kręgosłupa prawie od zera (regulowany hoker, wysoki blat)
  • mniej stresu związanego z logistyką – zdążę? nie zdążę? wzięłam klej do rzęs?!
  • spokojna praca na moim „gruncie” bez zerkania osób trzecich niekoniecznie zainteresowanych makijażem 🙂
  • komfort pracy przy dobrym oświetleniu – lampy studyjne, lustro ZAP Project lub światło dzienne
  • ułatwienie kwestii zadatków, cen, etc. – nie ma dla mnie „osób do pomalowania przy okazji PM”. Po prostu każda klientka jest równie ważna, i każda powinna wpłacić zadatek.
  • przejrzystość kalendarza – każda pani zapisywana o równych godzinach, co 60minut. Bez obliczania czasu na dojazd, spakowanie, rozpakowanie się.
  • mąż w soboty się wysypia – a nie raz musiał mnie gdzieś podrzucić autem, bo czasem cykor i stres powodowały, że bałam się prowadzić 🙂
  • pośrednio zniwelowanie nieprzychodzących na umówiony makijaż pań – usprawnienie kwestii zadatków wpłynęło bardzo pozytywnie
  • 0 zgubionych pędzli, gąbek, pigmentów – zdarzało mi się w ferworze walki coś gdzieś zostawić
  • przyjemność z samego tworzenia! Nic mnie nie rozprasza.

Są także NEGATYWY takiego rozwiązania, które dostrzegam:

  • czasem sporo obcych ludzi w domu 😀 – trzeba przywyknąć
  • koszty wynajmu lokalu (od września doświadczam 😉 ), a cen jeszcze nie podnosiłam…
  • jeśli przyjmujesz w domu zapomnij o gościach w piątek wieczór!
  • mieszkanie musisz mieć posprzątane – a przynajmniej pokój w którym malujesz oraz łazienkę!
  • nie dostajesz ciasta i flaszeczki od mamy Pani Młodej ha ha! To oczywiście żart. Chociaż to fakt.

Podsumowując, ja jestem zadowolona z tej decyzji. Myślę, że gdybym rok, maksymalnie dwa popracowała jeszcze w terenie, to pewnie szukałabym szczęścia w innym zawodzie. Tak już mam, że szybko się wypalam, jeśli coś wiąże się dla mnie ze zbyt dużą ilością niedogodności.
Nie będę Cię jednak namawiać do rzucania kufrem w kąt i wynajmowania własnych 25m2, by tam malować swoje klientki. Nie będę też mówić, że dojazdy są złe, a malowanie na miejscu jedyne słuszne. Będę natomiast Cię przekonywać do tego, że to TY rozdajesz karty i oferujesz konkretną usługę. Jeśli jesteś przekonana o tym, że tylko przy spełnieniu konkretnych warunków wykonasz ją dobrze, to śmiało. Zwróć jednak uwagę na to, że jeśli właśnie zaczynasz swoją karierę w makijażach ślubnych, to warto popróbować różnych rozwiązań, a później zdecydować jaki rodzaj pracy Ci odpowiada. Znam świetne makijażystki z nastoletnim stażem, które wciąż uwiebiają dojeżdżać.

*Oczywiście zlecenia komercyjne wciąż realizuję dojeżdżając, ale doskonale wiemy, że to rządzi się swoimi prawami. Nie napisałam wcześniej, ale kufer zamieniłam na plecak, który zdecydowanie fajnie sprawdza się na sesjach i planach, a u klientki niekoniecznie.

studio.jpg
A tutaj już praca na studyjnym stanowisku 🙂 fot. Sławomir Kowalczyk

Dajcie znać koniecznie, czy Wy realizujecie dojazdy, czy to lubicie, lub czy planujecie kiedyś pracować stacjonarnie? Plany na nowy sezon trzeba wszak już tworzyć! 🙂

Buziak, Anya

Reklamy

2 myśli na temat “Równy rok bez dojazdów – jak oceniam?

Dodaj własny

  1. Ja również zrezygnowałam z dojazdów… Najbardziej denerwowaly mnie pytania „to za dojazd jeszcze muszę zapłacić?” „a może jakiś rabacie?” i gdy schodziła się cała rodzina, bo przecież klientka siedzi z farba to między czasie mogę ostrzyc brata, tatę, dziadka… I najlepiej kogoś gratis. 😄 Teraz pracuje sobie w specjalnie przygotowanym pokoju w domku i jest o niebo lepiej.. Aleeee! Więcej klientek przesuwa lub wogole nie przychodzi na dana godzinę, bo przecież jestem w domu to zajęcie sobie znajdę… Myśle o zadatkach chociaż dla nowych klientek… Pozdrawiam Cię Aniu i powiem Ci ze bardzo lubię czytać Twoje posty 🙂

    Polubienie

    1. Wiolcia! Dzięki miło mi strasznie 🙂 Zadatki to na prawdę lek na całe zło! Informujesz od razu przy zapisie i ktoś się trzy razy zastanowi a przynajmniej poinformuje, zanim Cię wystawi. P.S. u Ciebie było zajebiście przed weselichem! ❤ 10 kobietek, tak? haha

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: